Chcieli robić teatr. Poraził ich rasizm

Rafał Gaweł, prezes Stowarzyszenia Teatralnego Dom na Młynowej, dyrektor Teatru TrzyRzecze w Białymstoku
Rafał Gaweł, prezes Stowarzyszenia Teatralnego Dom na Młynowej, dyrektor Teatru TrzyRzecze w Białymstoku fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta
Właśnie wydaliśmy 11. numer magazynu, którego powstanie zapowiadaliśmy na łamach NaTemat.pl! Ponieważ w tej chwili w całości nasz "W Punkt" można czytać tylko na iPadzie, tutaj publikujemy najświeższy wstępniak. Jeżeli Was zainteresuje, śledźcie nas na fejsie, za kilka dni wyjdzie wersja numeru w PDF-ie!

Tutaj przeczytacie cały numer bezpłatnie na iPadzie,
tutaj jesteśmy na fejsie


Twórcy Teatru TrzyRzecze i Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych w Białymstoku poinformowali niedawno Rzecznika Praw Dziecka o sytuacjach, które przez ostatnie lata były normą, choć nie powinny. Rafał Gaweł i Konrad Dulkowski przekazują, że działacze skrajnej prawicy dają w technikach i liceach „lekcje historii”, podczas których opowiadają uczniom o faktach historycznych – ale też o teorii ras. To nie wszystko. Narodowcy chodzą do szpitala i oddają krew – jakże piękna inicjatywa – za co otrzymują czekoladę, z którą biegną potem do domu dziecka. Wraz z czekoladą goście serwują podopiecznym „lekcje patriotyzmu”. Są zapisy, zdjęcia, świadkowie.

Niektórych oburzyło to, że Gaweł i Dulkowski zaprotestowali przeciwko rozdawaniu w domach dziecka linijek patriotycznych przez Obóz Narodowo-Radykalny, Narodowe Odrodzenie Polski i Młodzież Wszechpolską. Tytułem wyjaśnienia: linijka patriotyczna ma polskie barwy i napis „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Protestujący przyznają jednak, że nie są przeciwko propagowaniu postawy patriotycznej. O co więc zamieszanie? O to, że do domów dziecka trafiają dzieci różnych narodowości, różnych przekonań i różnych wyznań. Dlatego skandaliczne jest, kiedy do takiego domu wchodzą ludzie skrajnej prawicy, rozdaj linijki i opowiadają o swojej wizji świata.

Gaweł opowiada nam, jak to się stało, że z pasji do teatru wraz z Dulkowskim porzucili dotychczasowe zajęcia i wyjechali do Białegostoku. I jak to się stało, że oprócz działalności artystycznej zajęli się buntem przeciwko mowie nienawiści w tej – według danych policji – najbezpieczniejszej metropolii w Polsce.

Rafał Gaweł: – Szliśmy raz z Konradem przez Rynek Kościuszki, centralny plac w Białymstoku, był wieczór, ciepło, przy stolikach siedzieli młodzi ludzie, dzieci klasy średniej. Kiedy zobaczyli dwie czarnoskóre studentki, zaczęli pogwizdywać i pokrzykiwać. Były bardzo ładne, najpierw pomyśleliśmy, chłopcy próbują sposobów na siermiężny podryw. Jednak ci uczniowie najlepszych liceów w Białymstoku zaczęli wydawać małpie odgłosy, udawać, że jedzą banany, wykrzykiwać rasistowskie hasła. One szły, a przez plac przetaczały się te odgłosy. To nas poraziło. To przeciwstawienie: pogodny wieczór, miła atmosfera i taka sytuacja. Staliśmy jak wryci, nie wiedzieliśmy, jak się zachować.

Zaczęliśmy się rozglądać. W największej galerii handlowej w Białymstoku pobito czarnoskórą studentkę. Na przystanku został pobity chłopiec z Indii. W klubach w Białymstoku była selekcja, a jej podstawowe kryterium stanowił kolor skóry. Na bramkach stali neofaszyści, którzy stworzyli nieźle prosperujący gang rozbity niedawno przez CBŚ. Napakowani sterydami, oszalali na punkcie siły. Jeden z nich zamordował chłopaka jednym uderzeniem pięści. Nie udzielił mu pomocy, tylko patrzył jak umiera na chodniku. To wzbudziło nasz protest i postanowiliśmy: jeżeli nikt nie potrafi się za to zabrać, to pokażemy, że my potrafimy.

Gaweł i Dulkowski szybko zostali docenieni. Ich pierwsza społeczna akcja „Zamaluj zło” dostała nominację do Nagrody Obywatelskiej Prezydenta RP.

Tutaj przeczytacie cały numer bezpłatnie na iPadzie,
tutaj jesteśmy na fejsie

Trwa ładowanie komentarzy...