Stowarzyszenie odzyskało się samo

Zwykle cała Polska nie musi interesować się sprawami organizacji branżowych. Jednak w przypadku najważniejszego zrzeszenia dziennikarzy dzieje się inaczej. Odkąd jesienią 2011 roku funkcję prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich pełni Krzysztof Skowroński, opinia publiczna jest systematycznie informowana o kompromitujących działaniach organizacji. SDP skręciło mocno w stronę PiS. Stowarzyszeniu grozi zupełna marginalizacja.

Rzecz jest nie do zlekceważenia. Dotyczy ona bowiem nie jakichś tam postaci świata mediów, ale blisko trzech tysięcy zrzeszonych dziennikarzy, czyli poważnej siły, która mogłaby kształtować polski ład medialny, oraz – jak się niestety okazało – siły politycznej.

To właśnie nieumiejętność wypełniania roli w medialnym ładzie i pociąg do polityki skazują obecnie stowarzyszenie dziennikarzy na rychłą śmierć.

Z dziennikarstwa do polityki. I z powrotem

Weźmy przykład Krzysztofa Czabańskiego, prezesa Polskiego Radia w czasach rządów PiS. Czabański kandydował rok temu na szefa SDP, jednak nie uzyskał wymaganej większości głosów. Niedługo potem umieścił nazwisko na liście wyborczej PiS i kandydował do Sejmu. Nie uzyskawszy mandatu wrócił do dziennikarstwa i założył prawicowy Kongres Mediów Niezależnych.

Z wyborów dokonywanych przez Czabańskiego przebija brak wyczucia, co wolno, a czego nie wolno dziennikarzowi, który ubiega się o zaszczyt szefowania najważniejszej organizacji dziennikarskiej w kraju. Żenuje łatwość z jaką przechodzi z mediów do polityki i z powrotem.

Przecież nie sposób osiągać celów SDP, gdy wchodzi się w świat politycznych zależności. A celami tymi są przede wszystkim: działanie na rzecz społeczeństwa obywatelskiego przez wspieranie rozwoju komunikacji społecznej, rzetelnego przekazywania informacji i swobodnego wypowiadania opinii; pomoc dziennikarzom w podnoszeniu kwalifikacji moralnych i zawodowych; ochrona godności i etyki zawodu; inicjowanie i opiniowanie prawa związanego z pracą dziennikarską; a także ochrona twórczych i zawodowych, materialnych i społecznych potrzeb dziennikarzy.

Pomniejszanie własnego znaczenia

Po to istnieje SDP, najstarsza tego typu instytucja w kraju. Powstała ona w 1951 roku i przez trzydzieści lat była podstawową organizacją dziennikarską. Jej członkowie wspierali próby demokratyzacji ustroju PRL podejmowane w 1956 roku, a w latach 1980-81 angażowali się w działania „Solidarności”. Po wprowadzeniu stanu wojennego niektórzy działacze pracowali w podziemnej opozycji, tworzyli konspiracyjną prasę, byli aresztowani, internowani. SDP zostało rozwiązane, a potem zdelegalizowane. W jego miejsce powstało Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL.

Na reaktywację dawnego SDP pozwoliły przemiany demokratyczne 1989 roku i jest ono obecnie największym zrzeszeniem dziennikarzy (SDPRL zmieniło się w Stowarzyszenie Dziennikarzy RP i teraz obie organizacje istnieją obok siebie, a centrale mają w tym samym budynku przy ulicy Foksal w Warszawie).

Z inicjatywy SDP powstała Karta Etyczna Mediów, którą w 1995 roku podpisało wielu szefów dziennikarskich zrzeszeń i związków zawodowych. Mówi się w niej o zasadach pracy dziennikarzy: prawdy, obiektywizmu, oddzielenia informacji od komentarza, uczciwości, szacunku i tolerancji, pierwszeństwa dobra odbiorcy oraz wolności i odpowiedzialności. Tych zasad miała strzec Rada Etyki Mediów.

Niestety Stowarzyszenie nie realizuje celów ważnych dla demokracji i mediów, nie działają instytucje, których głos w sprawach etyki mediów byłby istotny w oczach opinii publicznej. Przeciwnie: akurat SDP robi sporo by swój głos zdewaluować. Na przykład Centrum Monitoringu Wolności Prasy (utworzone w 1996 roku jako samodzielna jednostka do wypełniania celów SDP) po zwolnieniu Cezarego Gmyza i kilku członków redakcji „Rzeczpospolitej” za publikację nierzetelnego artykułu o trotylu na wraku prezydenckiego tupolewa wydało oświadczenie, w którym „wyraża oburzenie brakiem solidarności dziennikarskiej ze strony części koleżanek i kolegów dziennikarzy”.

Obserwatorzy zauważają, że gdy w parlamencie dyskutowano o prawnym zastąpieniu sprostowań odpowiedziami, nie słychać było głosu SDP. A takie rozwiązanie byłoby dla prasy zabójcze. „Senat zabija prasę” – protestowały w zeszłym roku na czołówkach największe tytuły.

„Myślę zero-jedynkowo”

Stowarzyszenie ma zwyczaj corocznego nagradzania dziennikarzy, a jednym z punktów gali jest wręczenie antynagrody Hiena Roku. Taki tytuł SDP przyznaje osobie, która wyróżniła się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej. Do tej pory nazwisko ogłaszane było tylko raz, w grudniu, podczas uroczystości wręczania nagród.

Zarząd SDP postanowił zmienić regulamin i w czerwcu przyznał sobie prawo do comiesięcznego ogłaszania nominacji do Hieny. Tego samego dnia nominował Michała Figurskiego i Kubę Wojewódzkiego za audycję, w której mówili o Ukrainkach. A już pięć dni później Cezarego Łazarewicza, dziennikarza „Newsweeka”, za tekst o ojcu braci Kaczyńskich. Zaczęło to wyglądać tak, jakby antywyróżnienie miało służyć do piętnowania dziennikarzy z powodów politycznych.

Wyjątkowo jasno wyłożyła to Jadwiga Chmielowska – niegdyś w „Solidarności” Walczącej obecnie w zarządzie SDP – która na Sdp.pl napisała o sobie sama: „Nie poddaję się modzie na poprawność polityczną. Jestem inżynierem elektronikiem i myślę zero-jedynkowo. Prawda lub fałsz innego wyjścia nie ma. Albo coś jest, albo czegoś nie ma”; a „jeśli ktoś będzie obrażał Polskę, Polaków i wiarę naszą, dostanie w mordę. Bez ostrzeżenia – tak po prostu”.

Po prostu obecny zarząd SDP wie, co jest prawdziwe i dobre.

„Ktoś Was upoważniał?”

Członkini zarządu Teresa Bochwic wie, że tragedia smoleńska nie była zwykłą katastrofą, a na Sdp.pl zachęca do obejrzenia rosyjskich zdjęć ofiar. Stefan Truszczyński, sekretarz generalny organizacji, wyzywa dziennikarzy od cyngli; bez nazwisk, ale „ci, którzy w ogóle czytają wiedzą o kogo chodzi”. Tak w praktyce chroni się dziś zawodowej godności i etyki.

Mało kto komentuje artykuły na stronie Stowarzyszenia. Publicysta Rafał Kalukin nie wytrzymał: „nasza profesja umiera, redakcje są zdziesiątkowane zwolnieniami, poziom twórczości dziennikarskiej woła o pomstę do nieba. Nie znam nikogo, kto by realizował się w dominującym dziś modelu dziennikarstwa. Znam za to wielu takich, którzy kombinują, jak tu zwiać z okrętu i znaleźć sobie nowe miejsce w życiu, z dala od tego syfu. I naprawdę nie ma tu znaczenia, czy służy się lewym, czy prawym, prorządowym czy niepokornym. Źle Panowie ustawiliście celowniki, pławicie się w didaskaliach, a nie widzicie środka sceny. Bawicie się w hieny, deski klozetowe, w jakieś wojenki podjazdowe, odwoływania, apele za, apele przeciwko. Kogo to w ogóle obchodzi? Ktoś Was upoważniał? SDP od dawna nie reprezentuje choćby istotnego skrawka polskich mediów, a co gorsza polskie media prawie już nie reprezentują polskiej opinii publicznej”.

Prezes polityczny

Od ponad roku prezesem SDP jest Krzysztof Skowroński. Niestety idzie on szlakiem wytyczonym przez prezesa niedoszłego – szlakiem sympatii do PiS.

24 września Skowroński prowadził spotkanie władz PiS z ekonomistami w Polskiej Akademii Nauk. Potem, 1 października pełnił rolę gospodarza konferencji w siedzibie SDP, na której Jarosław Kaczyński przedstawił prof. Piotra Glińskiego jako kandydata na premiera.

Skowroński przeprosił tych, którzy jego zachowaniem „poczuli się dotknięci” i w kółko podkreśla, że jest niezależnym dziennikarzem. Jednak zdaniem wielu złamał on Kodeks Etyki Dziennikarskiej SDP, który mówi, że „angażowanie się dziennikarzy w bezpośrednią działalność polityczną i partyjną jest przejawem konfliktu interesów i należy wykluczyć podejmowanie takich zajęć”.

Działanie prezesa SDP powinno być bezdyskusyjnie apolityczne. Tymczasem zachowania Skowrońskiego są jak najbardziej dyskusyjne.

Nagroda za Smoleńsk

W grudniu odbyła się gala nagród SDP.

Nagrodę im. Jerzego Zieleńskiego za popularyzację wiedzy w różnych dziedzinach otrzymał Bronisław Wildstein za artykuł „Polska, antysemityzm, lewica” w kwartalniku „Arcana”; jak napisano w uzasadnieniu, za „znakomitą analizę złożonego tematu współżycia Polaków i Żydów w trudnym czasie, za mądrość i logikę wywodu”.

Zaprotestowała rodzina Zieleńskiego. Jego córka Małgorzata Zieleńska w imieniu rodziny napisała do SDP: „Pierwszy raz w tym roku przyznano nagrodę główną człowiekowi bezpośrednio uwikłanemu w bieżące spory polityczne, wyraźnie opowiadającemu się po określonej stronie ideologicznej (obcej sposobowi myślenia mojego ojca)”. Zieleńska skrytykowała artykuł Wildsteina: „Po pierwsze, opisane fakty historyczne są banalne i powszechnie znane; po drugie: konkluzje i nawiązania do współczesności są podporządkowane pewnej z góry założonej tezie mającej na celu zajęcie stanowiska w sporze o charakterze ideowym”.

Zieleńska zaproponowała wycofanie nazwiska ojca jako jednego z patronów nagród SDP oraz wytknęła, że osoba Jerzego Zieleńskiego nie jest znana nawet prowadzącemu uroczystość szefowi SDP, „który wielokrotnie przekręcił nazwisko patrona nagrody”.

Główną Nagrodę Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dostały Joanna Lichocka i Maria Dłużewska za film „Pogarda”, dodatek specjalny do „Gazety Polskiej” – „za odważne, pełne dramatycznego wyrazu zmierzenie się z wewnątrzpolskim konfliktem po katastrofie smoleńskiej – zdokumentalizowanie go i postawienie szeregu ważnych pytań dotyczących współczesnej kondycji narodu polskiego” – napisano w uzasadnieniu.



Chociaż Skowroński powtarza, że jest niezależnym dziennikarzem, Stowarzyszenie pod jego przewodnictwem podejmuje decyzje korzystne dla jednej partii. Prowadzenie konferencji PiS, nagradzanie dziennikarzy sympatyzujących z PiS, ganienie dziennikarza, który pisze jakoby niekorzystnie o rodzinie prezesa PiS (choć ostatecznie Hienę dostali nie Łazarewicz, ale Figurski i Wojewódzki), i tak przez cały rok.

Wewnętrzna opozycja

Nie oznacza to jednak, że w SDP nie istnieje opozycja wobec tego sposobu myślenia i działania. Po tym, jak Skowroński poprowadził prezentację pisowskiego kandydata na premiera, w Stowarzyszeniu zawiązał się protest. Grupa członków SDP opublikowała list otwarty, w którym wezwała prezesa do ustąpienia z funkcji. Kilka osób rzuciło w minionym roku legitymacją, między innymi były dyrektor w Telewizji Polskiej i były naczelny „Życia Warszawy” Andrzej Bober, była przewodnicząca Rady Etyki Mediów Magdalena Bajer (pisałem o tym tutaj) oraz były szef łódzkiego oddziału SDP Paweł Patora (pisał o tym Krzysztof Majak).

Ten ostatni rezygnując z członkostwa w SDP napisał, że „stowarzyszenie to przestało już być organizacją dbającą o przestrzeganie standardów dziennikarskich i jednoczącą polskich dziennikarzy, a stało się organizacją polityczną, przyczyniającą się do pogłębiania podziałów zarówno w środowisku dziennikarskim, jak i w całym społeczeństwie naszego kraju”.

Bartosz Ławski, sekretarz Oddziału Warszawskiego SDP, mówi ostrzej. Nagrodzenie Lichockiej i Dłużewskiej komentuje tak: „To istotnie wyraz pogardy. Zlekceważenia większości środowiska, a może nawet dziennikarstwa w ogóle. Bo ten film z dziennikarstwem niewiele ma wspólnego, to czysta propagandówka zrobiona w najgorszym stylu Dziennika Telewizyjnego z lat stanu wojennego” – napisał dla NaTemat.pl.

Oddział Warszawski to fenomen. Jest największym ze wszystkich oddziałów terenowych, które składają się na SDP. Należy do niego większość zarządu całej organizacji. Jednak władze oddziału są w konflikcie z władzami stowarzyszenia. To w OW zainicjowano protest przeciwko Skowrońskiemu – podpisany potem przez blisko setkę działaczy w całym kraju. Większość zarządu OW nie wyznaje religii smoleńskiej i dąży do oddzielenia wewnątrz organizacji dziennikarstwa od polityki.

Niestety jedyne sensowne porozumienie ponad podziałami w minionym roku dotyczyło usprawnienia systemu wyboru władz Stowarzyszenia.

Ofiara spełniona

Kadencja obecnego zarządu kończy się w 2014 roku. W celu jego wcześniejszego odwołania można zwołać nadzwyczajny zjazd. Jednak zaledwie rok temu większość wybrała Skowrońskiego. Zwoływanie zjazdu bez przekonania, że można wygrać zmianę, nie ma sensu. Opozycji wewnątrz SDP pozostaje punktowanie zarządu i prezesa. Konflikt, co widać choćby na stronach SDP czy OW pochłania znaczną część energii aktywnych członków Stowarzyszenia.

„Ciekaw jestem reakcji na te odejścia – pisał Marek Palczewski, były naczelny Sdp.pl po rezygnacjach Bobera, Bajer i Patory. – Jako członek Z[arządu]G[łównego] twierdzę, że nie możemy udawać, że NIC się nie stało. Ale może naprawdę niektórym moim kolegom nie zależy na pluralizmie stowarzyszenia, i w gruncie rzeczy po cichu cieszą się, że mamy problem z głowy?”.

Od początku roku Palczewski przestał prowadzić stronę Stowarzyszenia. Jego miejsce zajął Piotr Legutko. To wiceprezes SDP, który wraz z Jadwigą Chmielowską, podpisał się pod nominacją dla Łazarewicza do Hieny Roku.

Gdy w 2006 roku minister Stefan Meller opuścił rząd, a jego miejsce zajęła Anna Fotyga, Jarosław Kaczyński wypowiedział słynne „odzyskaliśmy MSZ”. Jeśli trzymać się tej poetyki, SDP „odzyskało się” samo i składa się w ofierze prezesowi PiS. Kaczyński nie potrzebuje kiwnąć palcem, bo „niezależni” dziennikarze dobrze wiedzą, czego prezesowi potrzeba.

Taki stan nie może jednak trwać wiecznie. Albo większość Stowarzyszenia się obudzi, albo organizacja – prędzej czy później – przestanie istnieć. Liczyć przestaje się właśnie teraz.
Trwa ładowanie komentarzy...