Nowa redakcja na przekór wszystkiemu

To nie internet zniszczył prasę – to właściciele mediów nie umieli odnaleźć się na czas w środowisku społecznym, w którym działają. Po falach kryzysu prasy niemożliwe wydaje mi się, by nie zebrać przyjaciół – świetnych dziennikarzy i redaktorów – i nie stworzyć pisma na przekór wszystkiemu. Nowa redakcja, która ma ambicję rzetelnego opisywania świata, polityki, zmian społecznych i kultury, musi znaleźć odpowiedź na trzy problemy


Beppe Grillo, lider populistycznego włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd, który zdobył jedną czwartą głosów, w powyborczym komentarzu powiedział, że politycy nie są społeczeństwu do niczego potrzebni, bo sami obywatele mogą sprawować demokratyczne rządy przez internet – bez pośredników.



Pośrednik przestaje być potrzebny – to samo, tyle że o dziennikarzach, napisał niedawno dla portalu Tokfm.pl prawnik i bloger Piotr Waglowski. Jego zdaniem tradycyjne media przestały być źródłem informacji; tym źródłem są oficjalne publikatory, czyli na przykład Biuletyn Informacji Publicznej. Waglowski uważa, że niebawem czytelnicy sami, drogą negocjacji, zaczną ustalać, co jest prawdą.

Czy politycy i dziennikarze rzeczywiście są niepotrzebnymi pośrednikami, których należy się pozbyć jak najszybciej w imię powszechnej demokratyzacji? Bo podejmują w imieniu obywateli nieraz niesłuszne i bulwersujące decyzje (politycy) albo selekcjonują i przekazują z drugiej ręki często uproszczone informacje, które i tak są dostępne dla każdego wszędzie i od zaraz (dziennikarze). I oczywiście robią to za grube pieniądze.

Zalatuje demagogią. Chyba nikt w to do końca nie wierzy. Wiara w zbiorową mądrość wszystkich w każdej sprawie jest iluzją, która grozi rządami tłumu, manipulacją i dyktaturą. Dlatego wybieramy sobie przedstawicieli (a nie pośredników!) – to politycy, których w wyborach rozliczamy z podjętych decyzji. I dlatego korzystamy z wybranych przez siebie filtrów – mediów, które pomagają nam rozumieć świat. To od nas zależy, kto będzie rządził krajem i kogo będziemy czytać, słuchać albo oglądać.

Brak wiarygodności, hipokryzja

Waglowski odróżnia jednak dziennikarzy potrzebnych od niepotrzebnych. Tych, którzy przychodzą do niego nagrać wypowiedź, ale jest im obojętne, co powie, od tych, którzy potrafią analizować i wyjaśniać fakty. Pośrednicy nie są mu tak do końca niepotrzebni.

Trudno byłoby też mówić o dziennikarzach jako grupie zawodowej, która wykorzystuje ludzką naiwność i sprzedaje to, co odbiorcy mogą mieć za darmo. Dziennikarze dziś wraz z autorytetem tracą wysokie zarobki (ci, którzy mieli) albo pracę w ogóle. Niektórzy znoszą to z klasą, niektórzy bez – i piszą publicznie, że jeśli nie stać ich na weekendowy wypad za granicę, to mamy do czynienia z błędem systemu. Możliwe, że teraz dzięki kryzysowi zaczniemy postrzegać dziennikarstwo jako służebne wobec społeczeństwa, a nie jako szczególnie dochodowy zawód. Ale na razie postrzegamy je jako spsiałe z powodu kurczących się zasobów.

Dziennikarstwo kojarzymy z dużymi pieniędzmi pewnie także dlatego, że w odbiorze społecznym dziennikarz jest jednocześnie celebrytą. Dziennikarze sami postawili się w roli gwiazd. Ci, którzy zajmują się informacją i publicystyką – więc cenić powinni zwłaszcza własną wiarygodność – występują na okładkach popularnych magazynów albo prowadzą program typu reality show. Jeżeli krytycy mówią, że dziennikarstwo traci wiarygodność – mają podstawy.

Niedawno wszędzie pisano o „znanym dziennikarzu”, który oskarża media, że zrobiły z niego idiotę. „Na skutek odbieranych informacji staję się zwykłym, zaściankowym tumanem. Nie wiem, kto jest premierem Izraela, czyli nie wiem, kto za moment będzie mógł wcisnąć magiczny czerwony przycisk i zapoczątkować sporą jatkę. Wiem natomiast, że Perfekcyjna pani domu właśnie bierze rozwód” – napisał „znany dziennikarz”. Rzecz rozważały zawodowe autorytety. Jednak autor nie potraktował własnych słów jako zobowiązania. Przeciwnie. Tydzień później otworzył serwis internetowy, który kipi od chamstwa i szowinizmu. Jeżeli premiera Izraela nie można łatwo przelecieć, to „znany dziennikarz” raczej nie przeczyta o nim we własnym medium. Nikt nie mówił, że nasz zawód jest wolny od hipokryzji.

Jest więc o co walczyć

W zeszłym roku czytałem wywiady Joanny Podsadeckiej z osobami związanymi z „Tygodnikiem Powszechnym” i jego twórcą Jerzym Turowiczem („Gen ryzyka w sobie miał...”, Wydawnictwo Naukowe PWN). Czytałem o takiej redakcji, jakiej mi obecnie brakuje – spojonej potrzebą dyskusji, więziami przyjaźni i zaufania, otwartej.

Przez dziesięć lat nauki i pracy w różnych mediach obserwowałem erozję wartości, które dla dobrego działania redakcji wydają mi się najważniejsze. Ten proces przyspieszył najpierw po aferze Rywina, kiedy społeczeństwo zaczęło się niesłychanie polaryzować; drugie przyspieszenie nastąpiło wraz z nadejściem kryzysu ekonomicznego, który uderzył także w media. Konieczność panicznego oszczędzania doprowadziła do zniszczenia najważniejszej redakcyjnej tkanki – zaufania między ludźmi. Trzecim czynnikiem jest to, że tradycyjne media od kilkunastu lat nie potrafiły dostosować się do zmian społecznych, które wynikają z korzystania z nowych technologii. To nie internet zniszczył prasę. To właściciele mediów nie umieli odnaleźć się na czas w środowisku społecznym, w którym działają.

Nowa redakcja, która ma ambicję rzetelnego opisywania świata, polityki, zmian społecznych i kultury, musi znaleźć odpowiedź na te trzy najważniejsze problemy.

Po pierwsze musi ją tworzyć zespół osób, które sobie ufają, lubią ze sobą przebywać, rozmawiać, a ich rozmowa jest twórcza. W świetle powyższych problemów to wcale nie jest banał. No i niech dziennikarze nie gwiazdorzą. To nie ich rola.

Po drugie redakcja musi przekraczać horyzonty sympatii politycznych własnych dziennikarzy. Polityczny podział mediów w Polsce został doprowadzony do skrajności. Niektórzy naczelni jako dogmat potraktowali przekonanie, że medium służy do identyfikacji czytelników o wspólnym światopoglądzie. W efekcie media rozmawiają tylko ze swoimi. Redakcje zamieniły się w sekty. Oczywiście każde pismo ma program, ale niech on wynika z twórczego podejścia do pracy, a nie zamykania się w politycznych gettach. (Nie mam na myśli pism takich jak „Krytyka Polityczna”, „Kultura Liberalna”, „Res Publica Nova” czy „Liberté!”, u podstawy których leży jednoczenie się wokół określonych idei, ale masową prasę społeczno-polityczną).

Po trzecie redakcja musi otworzyć się na zmiany społeczne związane z nowymi technologiami. To wyzwanie dotyczy zarówno formy przekazu, jak i treści. Trzeba włożyć maksymalny wysiłek w twórczą rozmowę o modelach finansowania prasy (forma) oraz w próbę świeżego spojrzenia na świat (treść); potrzebne są dobre tematy, informacje z pierwszej ręki, mądre rozmowy. Prenumeruję prasę na tablecie, ale z końcem każdego okresu rozliczeniowego zastanawiam się nad rezygnacją. Nie mam poczucia, że płacę za coś wyjątkowego. Informacje, które czytam, nieraz albo nie są naprawdę ważne, albo słyszałem je dwa dni wcześniej w telefonie w darmowym, półgodzinnym serwisie BBC. Od prasy musimy wymagać więcej.

Stworzenie takiej nowej redakcji jeszcze rok temu wydawało mi się niemożliwe. Po falach kryzysu prasy niemożliwe wydaje mi się, by nie zebrać przyjaciół – świetnych dziennikarzy i redaktorów – i nie stworzyć pisma na przekór wszystkiemu.

Przedstawiam miesięcznik „W PUNKT”. Pierwsze w Polsce pismo opinii przygotowywane wyłącznie na urządzenia mobilne. Magazyn będzie bronić tematów istotnych, które giną w zalewie informacji, zwalczać stereotypy historyczne, kulturowe, polityczne, szerzyć wiedzę o przeszłości, a przede wszystkim – koncentrować się na nowych zjawiskach społecznych.

Ich teksty przecztacie w magazynie „W PUNKT”

Miłada Jędrysik, dziennikarka i publicystka; przez dwadzieścia lat była związana z „Gazetą Wyborczą”; korespondentka podczas konfliktów na Bałkanach (Bośnia, Serbia, Kosowo) i w Iraku.

Sebastian Duda, teolog, filozof; były publicysta „Newsweek Polska” i były redaktor miesięcznika „Przegląd Powszechny”, wykładał na gender studies; członek Centrum Kultury i Dialogu.

Grzegorz Cydejko, dziennikarz ekonomiczny związany z miesięcznikiem „Forbes”; był sekretarzem redakcji „Życia Warszawy” i „Życia”, zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Bankowej”, redaktorem naczelnym „Businessman Magazine”; laureat nagrody im. Władysława Grabskiego. Prezes Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Konrad Sawicki, publicysta, teolog, współpracownik miesięcznika „Więzi”; publikuje m.in. w „Gazecie Wyborczej” i „Rzeczpospolitej”.

Anna Mateja, dziennikarka, laureatka nagrody Grand Press 2007 za rozmowę z Młodą Lekarką, Ewą Szumańską, opublikowaną w „Tygodniku Powszechnym”, napisała książki „Cud w medycynie. Historie pacjentów” i „Co zdążysz zrobić, to zostanie. Portret Jerzego Turowicza” (obie: Kraków 2012).

Maciej Okraszewski, dziennikarz, publikował w pismach: „Newsweek Polska”, „Polityka”, „Wprost”, „National Geographic Polska”, prowadzi blog Dział Zagraniczny (dzialzagraniczny.pl)

Jarosław Marczuk, niezależny dziennikarz, z wykształcenia antropolog kulturowy. Pisze o tym, jak nowe technologie zmieniają świat, podróżuje i zgłębia wiedzę na temat Rosji i Kaukazu. Publikował m.in. w „Polityce”, „Bloomberg Businessweek Polska”, Wirtualnej Polsce.

Olgierd Świda, trener biznesowy; w latach 90. pracował dla Microsoftu w Niemczech i USA. Zdefiniował polskie słownictwo w Windowsie. Współwynalazca „Open License”. W latach 2006-07 odpowiadał za produkcję newsów w TVP. Senior Leader w ramach organizacji Anthony’ego Robbinsa, legendarnego pioniera coachingu i motywacji.

Wydawcą pisma jest Euromedia Ltd sp. z o.o.

Pierwszy numer ukaże się wiosną. Wszyscy tworzą go nieodpłatnie. Jeśli wierzycie w to, co my, wesprzyjcie nas na Wspieramkulture.pl

Zapraszam do współpracy – jhp@magazynwpunkt.pl

Polubcie nas na Facebooku
Trwa ładowanie komentarzy...